Jeśli chcesz śledzić na bieżąco moje życie zawodowe i troszkę prywatne. Zapraszam na mojego instagrama.

stanislawska.pl > Inspiracja  > Going global – polskie salony beauty za granicą cz.I Austria
going global polskie salony beauty za granica

Going global – polskie salony beauty za granicą cz.I Austria

Zapraszam Was do nowego cyklu “Going global”, w którym rozmawiam z dziewczynami prowadzącymi swoje salony za granicą 🙂 Z wywiadów dowiecie się, jakie są realia prowadzenia biznesu beauty za granicą, jakie są różnice między klientkami z Polski a innych krajów, czego brakuje dziewczynom najbardziej i w jakich aspektach biznesu beauty Polska nie ma sobie równych.

Mam nadzieję, że historie dziewczyn będą również dla Was inspiracją do rozwoju własnych biznesów i swoich umiejętności 🙂

 

Dzisiaj przedstawiam Wam Kamilę, która od 8 lat prowadzi swój salon beauty w Wiedniu 🙂

Żaneta: Jak nazwa i gdzie mieści się Twój salon?

Kamila: Nazywam się Kamila Szłapka, prowadzę od 8 lat salon w Wiedniu [Happy & Haaven, Brandstätte 3-1-5, 1010 Wien, [email protected] , Tel.+436605520501]

Szlapka_Karmila_10_salon_beauty_za_granica

 Ż: Jakie usługi zapewnia Twoja firma? 

KFryzjerstwo, kosmetyka, pedicure, przedłużanie rzęs, plasma, laserowe usuwanie owłosienia, makijaż permanentny, energetyka.

szlapka kamila salon 2

szlapka kamila salon 1

Ż: Czy miałaś wcześniej salon w Polsce?

K: Tak, prowadziłam salon fryzjersko-kosmetyczny 9 lat. 

 

Ż: To dlaczego zdecydowałaś się przenieść za granicę? Co przyczyniło się do podjęcia takiej decyzji?
K: Zamknęłam salon z powodu kryzysu gospodarczego w moim mieście. Po zamknięciu dwóch dużych zakładów produkcyjnych poziom bezrobocia drastycznie wzrósł. Młodzi ludzie zaczęli uciekać za granice.

 

Ż: Jakie były Twoje największe obawy związane z wyjazdem? 

K: Nie było miejsca na obawy, był to 2011 rok. Moja córka miała wtedy 15 lat, nie wyobrażałam sobie dla niej przyszłości w kraju, gdzie nawet ukończone studia nie były gwarancją na dobrze płatną pracę.

Byłam samotnie wychowującą matką, kryzys gospodarczy odczuwałam coraz bardziej. Dzięki ogromnej pomocy mojej przyjaciółki, która mieszkała już wtedy w Austrii, zdecydowałam się wyjechać.

Bez znajomości języka, z zaciągniętym kredytem w Polsce, wyruszyłam w pełni świadoma ryzyka do Austrii.

Tutaj pierwszym ciosem, który dostałam, było zderzenie się z rzeczywistością. Ja kobieta z porządnym wykształceniem, była właścicielka salonu kosmetycznego, spadłam z chmur na ziemię. Całe doświadczenie zdobyte w Polsce, dyplomy, wykształcenie – mogłam wrzucić do kosza. Bez znajomości języka, z Google translator w ręce, mogłam się cieszyć, że ktoś chciał mi zapłacić za sprzątanie u niego w domu.

Później poznałam więcej podobnych dziewczyn i jest ich do tej pory miliony w Austrii, które z dobrym wykształceniem pracują jako sprzątaczki.

Od początku wiedziałam, że nie po to przyjeżdżałam do Austrii – żeby 20 lat sprzątać. Po pół roku, z kulejącym językiem niemieckim, ale z dużą dawką optymizmu i charyzmy znalazłam piękne salony kosmetyczne, wysłałam podania o prace i dostałam odpowiedzi. Na pierwszej rozmowie kwalifikacyjnej [to raczej nie była rozmowa, po prostu się uśmiechałam] dostałam zatrudnienie w renomowanym gabinecie w samym centrum Wiednia.

Szłam z uśmiechem na twarzy codziennie do pracy, myśląc jak tu jest pięknie i jaka jestem szczęśliwa.

Codziennie uczyłam się języka: w pociągu, w domu, oglądając telewizję. Próbowałam czytać gazety, książki, słuchałam klientek itd.

Muszę powiedzieć, że jestem wdzięczna mojej byłej szefowej za tą możliwość i za pomoc, którą od niej otrzymałam. Tłumaczyła klientkom moje usługi i była ze mną.

Jako wdzięczność z mojej strony, miała najlepszego, oddanego i pracowitego pracownika, jakiego można sobie wyobrazić.

Z czasem dowiedziałam się, co jest potrzebne do otwarcia swojej działalności. Chodziłam od urzędu do urzędu. Muszę przyznać, że jak wszędzie, trzeba być upartym, bo urzędnicy zbywają dziwnymi odpowiedziami, najczęstszą była oczywiście… “Nie może Pani, nie ma takiej możliwości”.

W końcu po paru tygodniowym maratonie spotkałam na swojej drodze jedną, jedyną urzędniczkę, której chciało się otworzyć komputer i przeczytać przepisy. Jak się okazało, moje kwalifikacje były większe niż to, co jest wymagane i po złożeniu wszystkich przetłumaczonych dokumentów mogę dostać pozwolenie bez zbędnych egzaminów.

Zaczęłam od pozwolenia na kosmetykę, potem doszedł pedicure i makijaż permanentny.

Teraz prowadzę własny salon w centrum Wiednia, w najpiękniejszym, moim ukochanym Stephansplatz. Jestem najszczęśliwszą osoba pod słońcem.

 

Ż: Jak porównałabyś pracę w Polsce i Austrii? 

K: Na pewno szybciej sprzedaje się usługi, produkty. Jest to niewątpliwie związane z większym statusem materialnym Austriaków. Dodatkowo uprzejmość. Znana jest polska gościnność – jednak nie umywa się w porównaniu do austriackiej. Ludzie tutaj są bardzo życzliwi oraz tolerancyjni. Miesza się tutaj sporo kultur, narodowości, poglądów. Oczywiście nie można zapomnieć o dokładności oraz koncentracji na usłudze. W Austrii jest bardzo dobrze rozwinięty system przepisów, które chronią konsumenta tzn. jeżeli usługa jest wykonana nieprofesjonalnie lub doszło do uszkodzenia ciała – można oczekiwać problemów ze strony prawnej. Od pokrycia kosztów zabiegu, przez ubezpieczenie – a nawet sprawy w prokuraturze. Taka sytuacja wiążę się nie tylko z ogromnymi kosztami – ale też zabraniem licencji na wykonywanie usług. 

Ciekawostką może być fakt, że w Polsce usługi kosmetyczne są bardziej rozwinięte i idą z duchem czasów. Tutaj – ponad połowa gabinetów wygląda jakby czas się zatrzymał, przynajmniej 10 lat wstecz za Europą Wschodnią.

Klientki w Austrii są bardziej konserwatywne. Nastawione na naturalny wygląd, nie eksperymentują za wiele. Dzięki dużej ilości osób z Europy Wschodniej powoli zaczyna się to zmieniać. Polki, Słowaczki, Serbki, Rosjanki itd. – są jak świeży wiatr z modą dbania o siebie.

 

Ż: Czy polskie certyfikaty są uznawane w Austrii? Czy musiałaś przechodzić dodatkowe szkolenia?

K: Polskie certyfikaty są uznawane, jednak wszystko zależy od tego, jakie usługi zamierzamy wykonywać. Istotne jest też to, czy chcesz być pracownikiem, czy mieć własną działalność. 

Na moim przykładzie – do zatrudnienia potrzebowałam wyłącznie dyplomu ukończenia szkoły i życiorys. Natomiast do otwarcia działalności – potrzebowałam już pozwoleń: wystawianych przez urząd do tego przeznaczony.

Ponieważ miałam udokumentowane wykształcenie, praktykę w zawodzie, język niemiecki w stopniu komunikatywnym – nie musiałam zdawać egzaminu pozwalającego mi na prowadzenie działalności.

W Austrii każda usługa wymaga osobnych pozwoleń i tak:

Kosmetyka (pod nią można wykonywać makijaż, przedłużanie rzęs, pielęgnacje paznokci — szeroko rozumianą, pedicure — ale tylko frezarka)

Makijaż permanentny, tatuaż i przekłuwanie ciała (potrzebne są pozwolenia)

Wypełnianie kwasem hialuronowym lub usuwanie makijażu permanentnego laserem jest zabronione i tylko lekarze mogą wykonywać takie zabiegi.

 

Ż: Jak wyglądają kontrole za granicą? 

K: Salon mam już 3 lata i do tej pory nie miałam żadnej kontroli. Nie oznacza to oczywiście, że w salonie może panować chaos. Jak w każdym kraju są przepisy dotyczące wymogów sanitarnych i nie tylko. Istnieją różne urzędy, każdy z nich może nas skontrolować, nawet wydawałoby się prozaiczne kwestie jak np. czy narożniki ścian, czy meble nie stanowią niebezpieczeństwa dla naszych klientów.

 

 Ż: Czy austriackie urzędy mają przygotowane jakieś programy pomocy przy zakładaniu firmy?

K: Spotkałam się z tym. Wydaje mi się jednak, że zdarza się to bardzo sporadycznie. Są dotacje od państwa np. otrzymujesz 10 tys euro, spłacasz je jako bardzo nisko oprocentowany kredyt. Niestety, by skorzystać z takiej opcji potrzeba żyranta lub zamrożenia na koncie 7 tys euro.

Są również programy, które pomagają w otwarciu własnej działalności – bardziej przygotowujące od strony prawnej, podatkowej. Wiążę się to chyba z dużym szczęściem, bo do tej pory spotkałam wyłącznie Austriaków, którym zostało to przyznane. Polki zazwyczaj szukają polskiego księgowego, otwierają działalność i pracują.

Praktycznie nikt tu nie ma czasu na chodzenie na kursy. Koszty związane z utrzymaniem są niemałe – wszyscy skupiają się przede wszystkim na pracy.

 

Ż: Jak wygląda sytuacja na rynku pracy? Czy ciężko o dobrze wykwalifikowanego pracownika?

K: W Austrii pracownicy oprócz podstawy pensji, dostają 2 dodatkowe wypłaty. Jeśli jest zatrudniony na 20 godz tygodniowo, to będzie pracował dokładnie 20 godzin. Rynek jest duży, wykwalifikowanych ludzi do pracy mało. Prawa pracownika są większe niż pracodawcy. W Polsce wygląda to zupełnie inaczej. Austria to kraj, gdzie przepisy stoją na pierwszym miejscu, a pracownicy znają je jak litanie. Oczywiście nie oznacza to, że swoją pracę wykonują równie skrupulatnie. Trzymanie się przepisów wynika głównie z faktu, że ich nieprzestrzeganie jest zbyt kosztowne.

 

Ż: Czy spotkałaś się z jakimiś problemami? 

K: Jak w każdym kraju – wszędzie można natknąć się na oszustów i ludzi pracujących z pasją i oddaniem.

 

Ż: Kamila jeszcze na koniec – jakie rady masz dla moich czytelniczek, które myślą o przeniesieniu swojej firmy za granicę?

K: Jak pewnie w każdym kraju — język to podstawa. Dodatkowo: rób to, co intuicja Ci podpowiada. Każdy ma złote rady dla innych, każdy radzi ze swojego doświadczenia. Słuchaj każdej rady i wyciągaj z niej to, co najlepsze dla Ciebie. Co Cię buduje i wzmacnia, resztę wyrzuć do kosza.

Każda z nas jest wspaniała taka, jaka jest. Jeśli wiesz czego chcesz – będziesz to miała.

 

Brak komentarzy

Zostaw odpowiedż